JEMEN. O KROK BLIŻEJ DO REGIONALNEGO KONFLIKTU.
- 12 sty 2024
- 2 minut(y) czytania
O eskalacji napięcia na M. Czerwonym pisałem kilkakrotnie. Tej nocy w obiekty wojskowe Huti uderzyło sto rakiet, amerykańskich i brytyjskich. To reakcja na ustanowioną przez ruch w okolicach Bab el-Mandeb blokadę statków izraelskich lub udających się do Izraela.
Egzekwowaną atakami dronów, rakiet i z łodzi na wybrane jednostki. Celem jemeńskich ataków stał się także izraelski port w Ejlacie. Powstało duże zagrożenie bezpieczeństwa żeglugi na szlaku obsługującym 15% globalnego handlu i 40% wymiany Europa-Azja. Incydenty zmusiły wielu armatorów do przekierowania statków wokół Afryki, omijając Suez. Wydłuża to o 2 tygodnie czas rejsu do Europy, winduje ubezpieczenia.
Ruch Huti ogłosił blokadę w związku z wojną w Gazie. Warunkiem jej zniesienia jest zawieszenie broni i pomoc humanitarna dla ludności enklawy oraz uruchomienie procesu pokojowego, z celem rozwiązania konfliktu palestyńskiego- izraelskiego i ustanowienia państwa. Stanowisko to Sana potwierdziła po ataku, zapowiadając kontynuowanie blokady i ataki na cele USA i WB.

Determinację w obronie bezpieczeństwa żeglugi deklarują również USA, które od tygodni umacniają obecność floty wojennej w regionie i stworzyły wielonarodową grupę zadaniową, do której wkrótce dołączy UE. Z regionu uczestniczy Bahrajn, gospodarz bazy V Floty.
Nocny atak, poprzedzony ostrzeżeniami i rezolucją RB ONZ, jest silną reakcją. Nie eliminuje jednak zagrożeń dla żeglugi. Huti po 10 latach krwawej wojny domowej, z udziałem arabskiej koalicji, ustanowili trwałą kontrolę nad większością Jemenu. Po doświadczeniach interwencji i atakach Huti na instalacje naftowe sąsiadów nie ma chętnych by ponownie tam wkroczyć.

Wiarygodności gwaranta żeglugi bronią też USA. I nie ustąpią. Zapowiada to dalszą eskalację. Naturalnym efektem może stać się wciągnięcie do konfliktu Iranu, sojusznika Huti. Kraj ten pozostaje jedynym obszarem tzw. Osi Oporu nie włączonym bezpośrednio w konflikt związany z wojną w Gazie. Działa poprzez powiązane ugrupowania w krajach regionu (poza Jemenem - Liban, Irak oraz Syria), rozumiejąc że bezpośrednia konfrontacja z USA, Izraelem i Zachodem groziłaby unicestwieniem Republiki Islamskiej. Coraz częściej jednak irańskie siły zbrojne wykazują asertywność, uczestnicząc w mnożących się incydentach morskich z siłami amerykańskimi na O. Indyjskim, M. Arabskim i w Zatoce. Zapowiadają też wyrównanie rachunków z USA i Izraelem.
Cóż! Huti nie wprowadziliby blokady, gdyby RB ONZ była w stanie narzucić rozejm w Gazie. Zapewne nie byłoby też rozprawy przeciwko Izraelowi w MTS w Hadze. Niestety na BW wciąż zwycięża filozofia wojny. I znów może ona prowadzić do dramatycznych konsekwencji. Bezpośrednio dla samego Jemenu, ludności Gazy i Zachodniego Brzegu oraz regionu, ale również dla Europy. Uzależnionej od bliskowschodniej ropy i gazu, importującej stamtąd zagrożenia bezpieczeństwa, migracyjne, inflacyjne i gospodarcze, wspierającej Ukrainę w walce z rosyjską agresją.

Krzysztof Płomiński
Ambasador tytularny
Doradca dyplomatyczny Krajowej Izby Gospodarczej
Członek Rady Ambasadorów Europejskiej
Akademii Dyplomacji Członek Obserwatorium Bliskowschodniego Centrum Stosunków Międzynarodowych